Proza

  Jacob

Wszystko,
co w danej chwili potrzebne,
jest w zasięgu ręki:
leży na śmietniku,
w graciarni,
w lesie,
zawadza komuś w mieszkaniu
czy na strychu.

Wojciech Jankowski "Jacob"
Podeszwa od trampka

Wędrowałem sobie kiedyś po Beskidzie Niskim. Była już zaawansowana jesień, bacówki puste, owce powędrowały hen, na Podhale. Puściutko, cichutko, wspaniale. Przy jednej z bacówek stała niewielka szopa. Szopa miała niewielkie drzwiczki. W tych drzwiczkach za górny zawias robiła podeszwa od trampka, przybita gwoździami. Był to znakomity zawias - solidny, bezgłośny i darmowy. Góral, który ten zawias sporządził, z pewnością nad nim nie myślał; po prostu miał drzwi do naprawy i wziął, co było pod ręką. Był Mistrzem Robienia Czegoś z Niczego, nie wiązały go żadne wyobrażenia o estetyce, perfekcji czy prestiżu.
Owe góralskie drzwiczki kryją w sobie - że tak walnę z grubej rury - Wielki Sekret Wszechświata: WSZYSTKO JEST WSZĘDZIE. Wszystko, co w danej chwili potrzebne, jest w zasięgu ręki: leży na śmietniku, w graciarni, w lesie, zawadza komuś w mieszkaniu czy na strychu. I jak każdy sekret, tak i ten, jest zwykłym banałem dla ludzi, którzy wypróbowali jego działanie w praktyce. Wspomnijmy np. Adama Słodowego...
Mnożące się ostatnio na świecie "szkoły przetrwania" udowadniają, że WSZĘDZIE są nie tylko wszystkie potrzebne przedmioty, ale i żywność, woda, leki, mieszkania. Kiepsko z tym jedynie w rejonach totalnie zatrutych przez różne cywilizacyjne pomysły.
Ci, którzy (znowu "gruba rura") idą jakąś tam własną duchową ścieżką - też znajdują wszystko, co im akurat najbardziej potrzebne. Pokusy, demony, dobre i złe wróżki, znaki na niebie, ukryte skarby, smoki, duchy - wszystko to istnieje, spotykamy się z tym codziennie. A jeśli niczym nie stępimy naszej wrażliwości - w porę olejemy pokusy, demony nazwiemy po imieniu, dogadamy się ze smokiem....Może kiedyś odnajdziemy zagubiony skarb?
W bajkach często pojawia się motyw trzech braci, idących na poszukiwanie Szczęścia. Trafiają na rozdroże. Są, oczywiście, drogowskazy. I tak, najsprytniejszy brat wyrusza "drogą prostą i pewną", średni - wybiera drogę pośrednią, a najmłodszy, prostaczek, w ogóle nie przejmuje się drogowskazami: jedzie "drogą bez szans". Niezależnie od tego, czy celem tej trójki jest księżniczka, smok, skarb, czy wszystko naraz - cel osiąga prostaczek. Dlaczego? Ano dlatego, że żadne drogowskazy nie mogły "zrobić go w konia". Nie uwierzył, że "smak raju" to kupiony batonik czy najnowszy pojazd. Lubił kochać się na łące - "jeszcze bielsza biel pościeli" nie była mu potrzebna. A może po prostu "śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd, Majster Bieda...". Na pewno też nie lubił tłoku. Wiedział, że "drogi proste i pewne" nie istnieją, a wytyczające je mody, ideologie czy religie - kłamią.
Parę miesięcy temu wjeżdżałem do Gdańska autostopową ciężarówką. Od strony elbląskiej teren od dawna jest rozkopany, jakieś objazdy, budowy, beton, syf. Nagle - stoi pałac! Błyszczy szkło, metal, aż kapie od forsy. ZAKŁAD UBEZPIECZEŃ SPOŁECZNYCH - pisze na pałacu. Niezłe, co? Kierowca też rzucił jakiś mocny komentarz. I tak sobie myślę, że jeśli ZUS stać na pałacowe wrota - to znaczy, że wiele zwykłych, mieszkaniowych drzwi "wisi na podeszwach od trampek". I że nie wszyscy z wolnego wyboru poznają sekrety Adama Słodowego, "sztuki przetrwania" czy życia z dnia na dzień. No, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło". Opatrzność na szczęście nie nawala, a raczej - prowides is gut - jak powiedziałby współczesny Polak. Howgh!

Jacob
W GÓRĘ