Tybetanki



 

W swych pamiętnikach Charles Bell, który zaprzyjaźnił się z Dalaj Lamą XIII i znał język tybetański pisał: "Byłoby nie fair porównywanie władzy Dalaj Lamy z tą, którą posiadają władcy krajów zachodnich. Tybet jest dalej jeszcze na etapie feudalnego rozwoju. Na pewno Tybetańczycy nie byliby szczęśliwi, gdyby byli rządzeni jak ludzie w Anglii; i jest prawdopodobne, że są oni w ogóle szczęśliwsi niż ludzie w Europie czy Ameryce pod własnymi rządami. [...] Tymczasem należy podkreślić, że ogólnie administracja Tybetu jest właściwsza niż administracja w Chinach, standard życia w Tybecie jest wyższy niż w Chinach czy Indiach, a status kobiet w Tybecie jest wyższy niż ich pozycja w obu wielkich krajach".

Gondżab Cybikow w swej książce "Buddyjski pielgrzym w świątyniach Tybetu" pisał: "Teoretycznie powinni się oni [mnisi, przyp. autora] utrzymywać z jałmużny. W rzeczywistości przedstawia się to inaczej. Duchowieństwo jest stanem, który ma wielki wpływ na egzystencję i sytuację materialna ludu. Nie jest mi znana ogólna liczba mnichów czy - ściślej - duchownych, ale jest ich więcej niż pozostałych mężczyzn. Mniszek jest mniej niż świeckich kobiet. Brak mężczyzn w świeckim życiu powoduje, że właśnie na kobietach spoczywa ciężar utrzymania gospodarstwa domowego, ale zatrudnia się je również przy pracach publicznych. Kobiety z Tybetu środkowego, od wieków borykając się z nędzą, usamodzielniły się w znacznym stopniu i potrafią radzić sobie bez pomocy mężczyzn. Kobiety są główną siłą roboczą w kraju i trudno znaleźć taka dziedzinę, w której nie odrywałyby znacznej roli. Widzimy więc klasztory należące wyłącznie do mniszek, spotykamy chodzące po miastach i wsiach grupy mniszek [najczęściej po cztery w grupie], proponujących odmówienie krótkiej modlitwy, widzimy wróżbitki, które podobnie jak wróżbici - lamowie przepowiadają losy społeczeństwa i poszczególnych ludzi i dają różne wskazani pytającym o radę. Kobiety są handlarkami i sprzedawczynimi w sklepach, często samodzielnie prowadzącymi znaczne interesy, są robotnicami na polach, pracują przy budowie domów, są prządkami i tkaczkami przy wyrobie miejscowych wełnianych materiałów, terminują w drukarniach, kuźniach, warsztatach ślusarskich, w fabrykach wyrobów skórzanych, noszą wodę, sprzątają nieczystości we wsiach i miastach, są stróżkami i dozorczyniami w państwowych i społecznych instytucjach itd.". Taki układ panował w Tybecie na początku XX w. Teraz Chińczycy po aneksji w 1950 r. całkowicie zmienili konstrukcję społeczeństwa, niszcząc je prawie doszczętnie i wprowadzając nowy, komunistyczny porządek.

tyb1.jpg  tyb2.jpg

Dla Tybetańczyków lamaizm był nie tylko systemem wierzeń, treścią życia, lecz także osią kultury i cywilizacji. Wielowiekowy patronat królów tybetańskich i rządy dalaj lamów pozwoliły na stopniowe wytworzenie struktury społecznej, która wiązała naród z ojczyzną. Religia stała się najmocniejszą więzią, jaka łączyła i nadal łączy naród tybetański, bowiem tożsamość narodowa i religijna stoją na równi. Buddyjskie nauki, folklor określały zasady życia całego społeczeństwa od świat, uroczystości, obyczaje, pracę po obowiązki i sprawy dotyczące państwa.
Mimo, że Tybet był państwem buddyjskim, w pełni były tolerowane i miały równe prawa inne religie, tj. islam, hinduizm, chrześcijaństwo. Religia była inspiracją dla "wyższego" życia kulturalnego. Prawie cała literatura czerpała inspirację z religii, podobnie jak sztuka, rzemiosło itd. Każda wioska i miasteczko posiadały klasztory, świątynie, pustelnie. Mnisi spełniali rolę kapłanów, misjonarzy, a także pośredników składania ofiar, lekarzy, nauczycieli. Każda rodzina miała swojego wybranego lamę, który był dla niej opiekunem duchowym, funkcjonariuszem obrzędowym, doradcą życiowym i często wychowawcą dziecka, które miało pójść do klasztoru. Każdy dom miał własne flagi modlitewne, które łopocząc na wietrze niosły modlitwę o szczęście i powodzenie. W większości domów znajdowały się książki religijne, przechowywane z wielkim szacunkiem. Święte teksty czytał i recytował modlitwy żebrzący mnich lub osoba zaproszona specjalnie z miejscowego klasztoru.

tyb5.jpg  tyb3.jpg  tyb4.jpg

W większości regionów małżeństwa w miastach mogą mieć tylko jedno dziecko, chyba, że jest ono upośledzone, podczas gdy na wsi drugie dziecko dozwolone jest już wtedy, gdy pierwsza urodzi się dziewczynka. Trzecie dziecko jest zabronione przez większość znanych, lokalnych regulacji. Aborcja jest przymusowa w wypadku imigrantek, które odmawiają powrotu do regionu pochodzenia. Przerywanie ciąży jest obowiązkowe dla kobiet niezamężnych.

W 1984 r. wydano w Tybecie przepis zezwalający małżeństwom tybetańskim na posiadanie dwojga dzieci, jednak przepis ten miał obowiązywać tylko 12% ludności TRA (Tybetański Region Autonomiczny). Nie miały mu podlegać mieszkańcy wiosek i terenów pasterskich. Za urodzenia trzeciego dziecka polecano wymierzać grzywny w wysokości ok. 300 - 400 dolarów USA. Dzieciom "ponadnormatywnym" nie przydziela się kartek na żywność. Ich rodzicom obniża się pobory nawet o 50% lub wstrzymuje się ich wypłatę na 3 lub 6 miesięcy.
Władze stosują przymusową kontrolę urodzeń. Jest to jedna z "popularniejszych" metod eksterminacji ludności tybetańskiej. Działają tzw. "zmotoryzowane grupy kontroli urodzeń", które odwiedzają wioski oraz osady pasterzy i siłą zmuszają kobiety do poddania aborcji, a następnie sterylizacji. Często są to kobiety w bardzo zaawansowanej ciąży. Nie lepsza sytuacja panuje w - nielicznych na terenie Tybetu - szpitalach, np.: w Gjance, na oddziale sterylizacji i aborcji, dokonuje się średnio 8 takich zabiegów dziennie. Tybetanki, które pojawią się w szpitalu bez specjalnego zezwolenia na posiadanie dziecka wydanego przez miejscowe władze chińskie, pozwala się jej urodzić, jednak zaraz po usłyszeniu płaczu noworodka, kobietę informuje się, że dziecko zmarło. Najbardziej popularną metodą jest spowodowanie śmierci noworodka przez trujący zastrzyk. Powszechne jest stosowanie i wypróbowywanie nowych metod medycznych najpierw w Tybecie, po to by chińscy lekarze mogli się ich nauczyć na "żywych" modelach. Takie działania władz chińskich w słabo zaludnionym Tybecie nie służą zmniejszeniu populacji Chin, ale mają podłoże czysto polityczne. Ludzie dokonujący zabiegów aborcji, sterylizacji i eksperymentów z nowymi metodami to nie tylko lekarze, ale i urzędnicy, którzy nie są kontrolowani przez zwierzchników. Oficjalnie władze chińskie twierdzą, że przymusowa aborcja i sterylizacja są wykluczone, ale te twierdzenia są fikcją. Bardzo wiele zależy od gorliwości miejscowych urzędników. Kontrola urodzeń jest prowadzona za pośrednictwem kwot przyznanych jednostkom ekonomicznym lub społecznym (takim jak szkoły, fabryki lub wsie). Kwoty określają nieprzekraczalną liczbę dzieci, które mogą być urodzone w danej jednostce. Lokalni funkcjonariusze partyjni nadzorowali realizację polityki od momentu jej wprowadzenia. Od 1991 r. są oni bezpośrednio odpowiedzialni za jej powodzenie za pośrednictwem tzw. "kontaktów określających odpowiedzialność zarządu". Praca kadrowych członków partii jest oceniana nie tylko z punktu widzenia wyników ekonomicznych danego regionu, ale i z punktu widzenia realizacji polityki kontroli urodzeń. Kadrowi funkcjonariusze mogą utracić premię lub nawet ponieść karę, jeśli przekroczą przyznaną im kwotę urodzeń.

Eksterminacja, prześladowanie narodu tybetańskiego spowodowała, że stał się on we własnym kraju mniejszością, pozbawioną politycznych praw i samostanowienia.


Chiński "spadek" dla Tybetu to:

  • 1,2 miliona zamordowanych (z 6-cio milionowej populacji Tybetańczyków),
    spośród których większość stanowiła inteligencja i elity.

  • 6254 zniszczonych klasztorów, a także dzieł sztuki, sakralne posągi przetopione lub sprzedane za twardą walutę na targach w Hong Kongu i Tokio.

  • 60% tybetańskich pism filozoficznych , historycznych i bibliograficznych zostało spalone.

  • 2/3 dawnego dawnego terytorium Tybetu - sprzed aneksji chińskiej, zostało przyłączone do istniejących już chińskich prowincji, przy czym jedynie centralna i wschodnia część pozostała w Tybetańskim Regionie Autonomicznym.

  • Amdo - dawna północna prowincja Tybetu, obecnie zwana Chinghai, stała się największym na świecie gułagiem - obozem koncentracyjnym, w którym wg. niektórych szacunków (Amnesty International) mogło przebywać do 10 mln. więźniów.

  • średnio jeden z dziesięciu Tybetańczyków został uwięziony pod koniec lat 70-tych,
    100 tys. stale przebywało w obozach pracy.

  • Ponad 1/4 miliona chińskich sił okupacyjnych stacjonujących w Tybecie prowadziło przez 40 lat wiece reedukacji politycznej - masówki.
    Praktycznie nie istniała opieka medyczna, ani system edukacji. Tybetańczycy dwa razy przeżyli pięcioletnie okresy powszechnego głodu.

  • Wycięcie ogromnych połaci leśnych na dużych obszarach i kompletnie zniszczenie unikalnego tybetańskiego ekosytemu łącznie z wystrzeliwaniem niegdyś wielkich stad gazeli i innych endemicznych gatunków, doprowadziło do nieodwracalnych zmian środowiska naturalnego Tybetu.

tekst: Kaisa Giereło /dedlajn
W GÓRĘ