Tybetanki
Historia trzech kobiet - Tybetanek żyjących pod chinską okupacją
"Nawet mniszka może zostać władcą Tybetu, jeśli zapewni szczęście jego ludowi"
(przysłowie tybetańskie)
|
Współczesna historia Tybetu okupowanego przez Chiny jest doskonałym przykładem amnezji i hipokryzji międzynarodowego świata polityki globalnej wioski wzajemnych interesów i zobowiązań. Niestety, światowy stan chorobowy zamiast ustępować pogłębia się.
Walkę z terroryzmem po tragicznych wydarzeniach 11 września Chińczycy wykorzystują do zaostrzenia swojej polityki wobec mniejszości, między innymi Tybetańczyków, opisywanych jako terroryści i separatyści. Koalicja antyterrorystyczna i stojący na jej czele Amerykanie poszukują sojuszników w walce z terroryzmem, nie mogą więc sobie pozwolić na rozdrażnianie Chin zachęcaniem ich do przestrzegania praw człowieka. Jest to sprawa politycznych priorytetów. Zresztą wydaje się, że świat polityki zaakceptował obecne status quo Tybetu dużo wcześniej, co chwila pojawiają się na to dowody. W 1993 roku USA oficjalnie oddzieliły problem walki o prawa człowieka w Chinach od handlu z tym krajem. W czerwcu 1999 roku bank Światowy udzielił Chinom pożyczki na - zwalczenie biedy w regionie zachodnim - projekt powszechnie krytykowany przez Tybetańczyków na uchodźstwie. Doprowadził on do osiedlenia kolejnych ponad 50 tysięcy rolników chińskich na terenie Tybetu. Wydaje się, że gdyby nie ciągła aktywność międzynarodowych organizacji pozarządowych walczących o prawa człowieka i diaspory tybetańskiej, problem okupacji Tybetu rozmyłby się na międzynarodowym forum.
W 1950 roku doszło do pokojowego wyzwolenia Tybetu przez armię chińską, ponieważ komunistyczne Chiny chciały uratować go przed obcymi imperialistami, a poza tym uważały, że mają historyczne prawo do tego regionu. Okupacja przywracała więc ziemie utracone macierzy, stąd nazywanie Tybetańczyków walczących o niepodległość separatystami. Po przyłączeniu obszar Tybetu został podzielony, większość tworzy tzw. Tybetański Region Autonomiczny, część weszła w skład ościennych prowincji chińskich (Qinghai, Yunnan, Sichuan i Gansu). Co więcej, Chińczycy legitymizują okupację misją cywilizacyjną, niesieniem komunistycznego postępu i dobrobytu zacofanemu feudalnemu państewku. Postawa ta wynika z odwiecznego przekonania Chin o wyższości ich cywilizacji. Jak dalece - misja cywilizacyjna Chińczyków w Tybecie powiodła się, nie jesteśmy w stanie zweryfikować, ponieważ rząd komunistyczny ściśle kontroluje przepływ informacji z tego regionu, jak również ruch cudzoziemców. Ze zrozumiałych względów oficjalne statystyki brzmią bardzo optymistycznie, ale świadectwa corocznie powiększajcej się grupy tybetańskich uchodźców przeczą rządowej propagandzie sukcesu.
We wrześniu 2002 roku odwiedziłam - Mał Lhas , miejscowość McLeod Gańdz na przedgórzu himalajskim w północnych Indiach, która zasłużyła sobie na przydomek miniaturowej stolicy Tybetu, ponieważ jest siedziba dalajlamy, rządu tybetańskiego na uchodźstwie i dużym skupiskiem emigrantów tybetańskich. Spotkanie z trzema kobietami: Dordze Pakmo, Tsering i Dolm Pasang oraz wysłuchanie ich historii zainspirowało mnie do opisania sytuacji Tybetanek zarówno w domu pod okupacją chińską, jak i na emigracji.
Dordze Pakmo: Tybet czy Tybetański Region Autonomiczny?
Dordze ma około 50 lat. Jest nomadką z północno-wschodniego regionu Tybetu, historycznej prowincji Amdo (obecnie cześć Tybetańskiego Regionu Autonomicznego TRA oraz prowincji Quinghai i Sichuan), wraz z mężem hoduje stado około 100 owiec i jaków. Jest matką dziewieciorga dorosłych dzieci: 5 synów i 4 córek. Trzej synowie są mnichami, jeden z nich przebywa obecnie w klasztorze w McLeod Gardz. Dordze przybyła do niego w odwiedziny. Dwaj pozostali synowie pracują wraz z żonami i dziećmi przy hodowli Dordze. Ta wielka rodzina utrzymuje się ze sprzedaży mleka i masła. Tylko jedna z córek zdobyła wykształcenie, zna chiński i tybetański, pracuje w biurze. Dordze, będąc w Indiach od kilku miesięcy, odbywa pielgrzymke, której szczególnie ważnym elementem były spotkania z dalajlamą i uczestniczenie w modlitwach w jego świątyni W czasie naszych kilku spotkań rozmawiałyśmy głównie przy pomocy tłumacza, ponieważ Dordze zna tylko język tybetański, potrafi stosunkowo płynnie czyta, ale z trudem pisze.
Dordze jest typową przedstawicielką społeczności tybetańskiej, której znaczna cześć żyje na obszarach wiejskich (według oficjalnych statystyk 85%), a wiele rodzin prowadzi koczowniczy tryb życia. Chiny włączają Tybetańczyków do grupy 55 mniejszości etnicznych zamieszkujących Chińską Republik Ludową, którym - teoretycznie przysługują preferencyjne prawa w zakresie planowania rodziny i zatrudnienia w sektorze państwowym. W rzeczywistości prawa te są przestrzegane wybiórczo. Według oficjalnych statystyk chińskich na obszarze TRA mieszka 95% Tybetańczyków i zaledwie 5% Chińczyków, liczba ta jednak nie obejmuje większości Chińczyków zaliczanych do kategorii - przebywających tymczasowo . Dodatkowo dane te fałszują rzeczywistość poprzez ograniczanie się do obszaru TRA, co wyłącza te części Tybetu, które zostały przydzielone do innych prowincji chińskich. Według szacunkowych danych sporządzonych przez Tybetańczyków na uchodźstwie obecnie na obszarze Tybetu mieszka 6 mln Tybetańczyków i 7,5 mln Chińczyków. Znaczyłoby to, że ponad 50% to ludność napływowa. Dysproporcja między tymi danymi statystycznymi jest ogromna. Jednak nawet jeśli weźmiemy pod uwagę średnią obu tych liczb, to i tak istnieje uzasadniona obawa, że aktywna osiedleńcza polityka chińska doprowadzi (jeśli już nie doprowadziła) do uczynienia z Tybetańczyków mniejszości we własnym kraju.
Rząd chiński prowadzi aktywną kampanię osiedleńczą, zachęcając mieszkańców Chin do migracji do Tybetu. Oficjalne statystyki podają, że zaledwie 23,7% ludności TRA zamieszkuje miasta, z czego zaledwie 5% to Tybetańczycy, podczas gdy wydatki rządu (na rozbudowę infrastruktury czy przemysłu) na obszarach miejskich są ponad trzydziestokrotnie większe od wydatków na rozwój obszarów wiejskich. Uderza to bezpośrednio w Tybetańczyków, którzy, tak jak Dordze, zamieszkują głównie te tereny. Szacuje się, że większość Tybetańczyków z obszarów wiejskich żyje poniżej poziomu ubóstwa, ze średnim zarobkiem dziennym poniżej równowartości 1 dolara. Nie tylko napływ osiedleńców chińskich stanowi zagrożenie dla tybetańskiej kultury, nadmierna eksploatacja złóż naturalnych i karczowanie lasów zaburza naturalny ekosystem Tybetu, który jest podstawą tradycyjnego stylu życia. Nomadowie, tacy jak rodzina Dordze, zajmujący się wypasem bydła, czy rolnicy utrzymujący się z upraw, z czasem mogą stracić - miejsca swojej pracy. Postęp, który niesie ChRL Tybetowi, wydaje się ograniczać do terenów zamieszkałych w większości przez chińskich migrantów, jego beneficjentami wbrew deklaracjom nie są więc Tybetańczycy, którym zagraża utrata tradycyjnych źródeł utrzymania.
Chińscy imigranci zwolnieni są z większości podatków (element polityki zachęcającej do imigracji), a główny ciężar płacenia zobowiązań fiskalnych spada na rolników i nomadów. Najczęściej odbywa się to poprzez oddanie części plonów czy hodowli. I tak na przykład roczny podatek za wodę i trawę od hodowli stada (100 sztuk) rodziny Dordze wynosi 600 juanów i 10 owiec. Mimo gwarantowanej przez konstytucję wolności religijnej Chińczycy prowadzą aktywną politykę zwalczając buddyzm w Tybecie, traktując go jako silny wyznacznik narodowej tożsamości Tybetańczyków. W 1996 roku w całych Chinach została rozpoczęta kampania - Uderz mocno skierowana przeciw - elementom niepatriotycznym , za jakie uznano m.in. Tybetańczyków oskarżanych o separatystyczne działania. Ważnym elementem kampanii są zakazy obchodzenia religijnych uroczystości, wystawiania zdjęć dalajlamy w miejscach publicznych i zapraszania mnichów do dokonywania rytuałów w domach wiernych, a także ograniczenie liczebności i aktywności mnichów i mniszek.
Klasztory były tradycyjnym miejscem zdobywania edukacji, lecz Chińczycy zakazali przyjmowania do nich osób poniżej 18 roku życia. Wszyscy przebywający w monastyrach zmuszani są do podpisywania oświadczenia wyrażającego sprzeciw wobec separatyzmu (czytaj: oderwania Tybetu od Matki Chin), przyjcie chińskiej wersji historii Tybetu (czyli jego zależność od Chin), zaprzeczenie praw Tybetu do niepodległości, zaakceptowanie - chińskiego panczenlamy i potępienie dalajlamy. Mnisi i mniszki, którzy nie wyrażą w ten sposób swojej lojalności, zmuszani są do opuszczenia klasztorów. Rząd utrzymuje, że nie kontroluje klasztorów, ale nadzoruje demokratyczne komitety zarządzające klasztorami. Składają się one z lojalnych i - patriotycznych obywateli (często nie Tybetańczyków i urzędników państwowych). Komitety nadzorują działanie klasztorów, ustalają limity liczebności wspólnoty mnisiej, która może utrzymać dany klasztor, zabierają datki pozostawiane przez wiernych. W większych klasztorach sprzedaje się bilety wstępu dla odwiedzających je wiernych.
Dordze mówiła o dalajlamie z oddaniem i szacunkiem takimi uczuciami darzy go większość Tybetańczyków. Jest duchowym przywódcą Tybetańczyków, czczonym przez nich jako wcielenie pełnego współczucia Awalokiteśwary. Był on również ostatnim przywódcą ich niepodległego państwa. Jednoczy Tybetańczyków i aktywnie działa na rzecz zmiany obecnego statusu Tybetu. To właśnie uczyniło z niego często atakowanego przez propagand chińską wroga. Gazety nazywają go narzędziem Zachodu (szczególnie USA) w walce o podział Chin. Do przestępstw politycznych, - zagrażających bezpieczeństwu państwa , należy publiczne oddawanie czci jego zdjęciom Komunistyczny rząd, z założenia świecki lub wręcz antyreligijny, wbrew deklaracjom ingeruje w sprawy religii. Z przyczyn tej polityki doszło do kuriozalnych przypadków: prób wyznaczania - właściwej inkarnacji przywódców religijnych ważnych szkół buddyzmu tybetańskiego czy kontrolowania ich zachowań. Rząd chiński wysunął swoją - oficjalną kandydaturę na panczenlamę, jednocześnie porywając i przetrzymując chłopca wybranego przez dalajlamę Czuwał także nad właściwą patriotyczną edukacją Karmapy, dopóki ten w 1999 roku nie uciekł do Indii.
Inne działania uznane przez ChRL za - zagrażające bezpieczeństwu państwa to wywieszanie flag tybetańskich, plakatów czy prowadzenie pokojowych demonstracji, które ze względu na silną kontrolę i szybką reakcję sił bezpieczeństwa ograniczają się zaledwie do kilkuminutowych zgromadzeń. Przestępstwa takie karane są bez wyroku sądowego Większość (ponad 70%) więźniów politycznych stanowią mnisi i mniszki. Szacuje się, że w 1999 roku w Tybecie przetrzymywano 615 osób, w tym 162 kobiety, a co 7 osoba była torturowana. Mnisi i mniszki zmuszani są do łamania ślubów czystości, torturowani w czasie przesłuchań, przetrzymywani w wielomiesięcznym odosobnieniu, indoktrynowani na sesjach patriotycznej reedukacji, zmuszani do wielu godzin ciężkich fizycznych ćwiczeń i przymusowej pracy. Nie otrzymują właściwej opieki lekarskiej ani pożywienia, czego rezultatem jest stosunkowo duża śmiertelność wśród więźniów. Świadectwa kobiet przetrzymywanych w więzieniach i - ośrodkach reedukacji patriotycznej mówią o traumatycznych doświadczeniach: wielomiesięcznym izolowaniu, gwałtach i torturach (m.in. porażania prądem organów płciowych). Stosunkowo niewielka liczba więźniów politycznych może wskazywać na zakres zastraszenia Tybetańczyków, jakie Chiny osiągneły przez swoją represyjną politykę. Jednocześnie stopień okrucieństwa przejawianego wobec tej niewielkiej grupy nie pozwala na lekceważenie tego objawu łamania praw człowieka i obywatela.
Tsering: emigracja
Tsering ma 28 lat, jest jedną z córek Dordze. Od kilku miesięcy przebywa w McLeod Gańdz w Indiach. Nie jest to jej pierwszy pobyt w tym kraju. Po raz pierwszy przybyła do niego w 1997 roku, po nielegalnym przekroczeniu granicy między Tybetem a Nepalem. Wraz z mężem zdecydowali się na migrację do Indii, ponieważ nie widzieli szans na przyszłoś w Tybecie, gdzie mąż był kilkakrotnie zatrzymany i bity przez policję
Zostawili córkę pod opieką rodziny i przyłączyli się do dziewięcioosobowej grupy prowadzonej przez przewodnika-przemytnika. Tsering była wówczas w ciąży z drugim dzieckiem. Poruszali się głównie nocą, chcąc uniknąć odkrycia przez policję lub wojsko graniczne. Część trasy biegła przez wysokie partie gór, pokryte śniegiem, na co uczestnicy nie byli odpowiednio przygotowani brakowało im ubrań i ochronnego obuwia, większość nabawiła się odmrożeń. Co więcej, ponieważ wędrówka zajęła im około miesiąca, znacznie dłużej niż planowano, z czasem zaczęło brakowa jedzenia. Pod koniec żywili się miską tsampy (mąka jęczmienna) zmieszanej z rozpuszczonym śniegiem. Mimo ostrożności zostali złapani po przekroczeniu granicy nepalskiej. Przetrzymywano ich w nepalskim więzieniu przez ponad miesiąc Racje żywnościowe były bardzo niewielkie i Tsering, wyznaczona do zmywania naczyń strażników, opowiadała o wyjadaniu z nich resztek. Po interwencji organizacji tybetańskich uchodźców grupa została zwolniona i dzięki jej pomocy zdobyła dokumenty oraz środki na wyjazd do Indii. Mąż Tsering zmarł w szpitalu w Indiach, prawdopodobnie na skutek wyczerpania. Tsering znalazła pomoc u rodziny, urodziła dziecko i po roku umieściła je w Tybetańskiej Wiosce Dziecięcej (szkoła z internatem w McLeod Gańdz, przyjmuje również dzieci osierocone), a sama pojechała po drugie dziecko, które po powrocie umieściła w tej samej szkole. Chce zosta w Indiach, uczy się angielskiego i hindi, szuka pracy. Pracowała krótko w jednym z hoteli jako sprzątaczka, ale właściciel molestował ją, więc zrezygnowała.
Tsering należy do rosnącej corocznie liczby Tybetańczyków opuszczających nielegalnie Chiny i szukających schronienia za granic. Liczba ta weryfikuje stopień zadowolenia Tybetańczyków z obiecanego przez ChRL dobrobytu. Co więcej, wśród nielegalnych emigrantów rośnie liczba osób poniżej 18. roku życia, co może wskazywać na to, że tybetańscy rodzice, nie widząc przyszłości dla swoich dzieci w Tybecie, decydują się na tak dramatyczną decyzję, chociaż być może już nigdy nie zobaczą swoich dzieci i mimo ciężkich warunków nielegalnego przekraczania granicy (oprócz opisanych już w historii Tsering odmrożenia, niedożywienia, ogromnego wysiłku fizycznego, dziewczynki i kobiety przemycane przez granice bywają ofiarami gwałtów ze strony policji chińskiej i nepalskiej). Niestabilna sytuacja polityczna w Nepalu dodatkowo utrudnia ucieczkę z Tybetu przez ten kraj.
Rosnąca migracja niepełnoletnich wiąże się również z ograniczeniem możliwości zdobycia wykształcenia. Tsering chciała kontynuować naukę, ale jej rodzina nie mogła sobie pozwoli na taki finansowy wydatek dla wszystkich dziewieciorga dzieci. Szacuje się, że około 30% dzieci tybetańskich nie zdobywa wykształcenia (w Chinach 20%). Szkoły wiejskie obejmują dwie do trzech klas i są płatne od 20 do 600 juanów za rok, co może by ogromnym wydatkiem w stosunku do przeciętnych zarobków. Dzieci urodzone poza limitem wyznaczonym przez państwo płacą podwójne czesne. Z doświadczeń emigrantów wynika, że zdarzają się przypadki pobierania opłat za krzesło czy stół w szkole (po 50 juanów). Oprócz jakości infrastruktury szkolnej i poziomu wykształcenia nauczycieli niepokój tybetańskich rodziców może również budzić treść programu nauczania. Dzieci są w szkołach indoktrynowane, poznają historię Tybetu z perspektywy chińskiej, nie zdobywaj żadnej wiedzy o kulturze tybetańskiej (zabrania im się noszenia tradycyjnych ubrań, jedzenia rodzimych potraw czy uczestniczenia w świtach religijnych). Co więcej, zachęca się je do - szpiegowania rodziców, informowania nauczycieli o tym, czy w domach rodzice rozmawiaj o dalajlamie, niepodległości itd., za co dzieci nagradzane są prezentami. - Zadenuncjowani rodzice wzywani są na zebrania, pouczani, a nawet karani czy skazywani na więzienie Ponieważ nauczanie odbywa się w większości po chińsku, stanowi to barierę dla dzieci nie znających tego języka W szkołach, gdzie uczą się również dzieci chińskie, tybetańskie dzieci są traktowane gorzej, a uczniowie zarówno przez uczniów jak i nauczycieli wyzywani są od tybetańskich brudasów i głupków.
Brak wykształcenia dodatkowo utrudnia pozycję Tybetańczyków na rynku pracy. Według opinii kobiecych środowisk emigracyjnych Tybetanki są na tym rynku dyskryminowane bardziej od Tybetańczyków. Preferowanym pracownikiem jest Chińczyk, tuż za nim Chinka, potem Tybetańczyk, a na samym końcu Tybetanka. Przejawia się to również w niższych zarobkach Tybetanek. Dla Tybetańczyków szukających pracy pierwszym problemem jest bariera językowa, nieznajomość chińskiego. Kobiety zmuszane są do przechodzenia testu dziewictwa, a nawet podpisywania kontraktu, w którym zobowiązują się do niewchodzenia w związek małżeński i nieposiadania dzieci. Dla kobiety przeszkodą w zdobyciu i utrzymaniu pracy jest więc jej rozrodczość Kobiety pracujące doświadczają molestowania, szczególnie ze strony mężczyzn zajmujących wyższe pozycje. Tybetańczycy zwalniani są z pracy za - działalność separatystyczną ; przypadki takie, według źródeł emigracyjnych, znacznie nasiliły się po 11 września. Państwo komunistyczne ingeruje dodatkowo w sfery prywatności wszystkich obywateli poprzez swoją politykę planowania rodziny. Posiadanie dzieci poza wyznaczonym limitem jest podstawą do zwolnienia z pracy, nałożenia dodatkowych obowiązków lub wstrzymania pensji. Wszechobecna korupcja w niektórych przypadkach ułatwia obchodzenie restrykcyjnych przepisów i posiadanie większej liczby dzieci. W przypadku mniejszości etnicznych, takich jak Tybetańczycy, kontrola urodzin wraz z napływem migrantów chińskich stanowi zagrożenie dla liczebności populacji mniejszości wobec rosnącej większości chińskiej.
W 1992 roku rząd chiński przyznał, że od 1984 promuje w Tybecie model rodziny 2+2, rodzice i dwoje dzieci, mimo że Tybetańczycy, jako uznana przez ChRL mniejszość, teoretycznie mieli szczególne prawa. Obecnie w miastach oficjalnie propaguje się model ogólnochiński (2+1). Tybetankom odmawia się prawa do podejmowania decyzji o własnej rozrodczości. Metody planowania rodziny, które stosowane są w ChRL, opierają się na przymusowej antykoncepcji, przymusowych aborcjach i przymusowej sterylizacji. Środowiska emigracyjne restrykcyjną politykę chińską ograniczającą rozrodczość społeczności tybetańskiej określają mianem ludobójstwa. Kobiety nie stosujące metod planowania rodziny, które rodzą dzieci poza limitem, karane są nie tylko w pracy (przez jej utratę lub obniżenie zarobków), ale również eksmisją, karami pieniężnymi (nawet do równowartości 1200 dolarów), zaborem mienia (w tym ziemi). Na wsi zdarzają się przypadki zastraszania poprzez przemoc fizyczną wobec męża Dziecko urodzone poza limitem nie ma prawa do wykształcenia, opieki medycznej, dziedziczenia czy choćby do kartek żywnościowych.
Kobiety poddawane są upokarzającemu monitowaniu cyklów miesięcznych Pracownicy urzędów kontroli urodzin odwiedzaj je w domach, organizują obowiązkowe zebrania, dokonuj przymusowych badań, zbieraj informacje o cyklu menstruacyjnym, zmuszają do przyjmowania zastrzyków antykoncepcyjnych i wkładek domacicznych. W przypadku podejrzenia ciąży kobiety zmuszane są do poddania się aborcji. Przymusowe aborcje odbywaj się często w warunkach niehigienicznych, groźnych dla zdrowia kobiet, w - przenośnych gabinetach organizowanych na miejscu. Zdarzają się wypadki śmiertelne z powodu powikłań. Aborcje przeprowadzane są również w 3 trymestrze ciąży Kobiety poddawane aborcji bywają zmuszane do sterylizacji, zdarzają się też przypadki sterylizacji bez wiedzy kobiety. Kobiece środowiska emigracyjne szacują, że 4% z 20% Tybetanek w wieku rozrodczym jest wysterylizowanych. Polityka planowania rodziny stosowana przez ChRL nie obejmuje edukacji seksualnej ani antykoncepcyjnej, nie prowadzi się żadnej akcji uświadamiającej ani dotyczącej zdrowia kobiety. Tybetanki mają ograniczony dostęp do opieki medycznej, z powodu opłat wymaganych za przyjcie do szpitala (do równowartości około 240 dolarów, dla Chińczyków bezpłatnie), co więcej, mogą mieć uzasadnione obawy, że podczas pobytu w szpitalu zostaną poddane przymusowej aborcji bądź sterylizacji. Śmiertelność matek jest dwukrotnie wyższa wśród Tybetanek niż wśród Chinek.
Tybetanki padają ofiarą prześladowania jako mniejszość i jako kobiety. Czy można dziwić się Tsering, że nie widzi dla siebie przyszłości w TRA?
Dolma Pasang: Tybetanka urodzona w Indiach
Dolma Pasang ma około 30 lat, urodziła się w południowych Indiach w rodzinie tybetańskich uchodźców, obecnie mieszka w McLeod Gańdz i jest głównym sekretarzem Stowarzyszenia Kobiet Tybetańskich (SKT), jedynej organizacji kobiecej emigrantek tybetańskich mającej swoje oddziały w większości krajów, w których schronili się uchodźcy z Tybetu. Dolma nigdy nie była w Tybecie, ale jak większość Tybetańczyków mieszkających, a nawet urodzonych w Indiach, nie przyjęła obywatelstwa indyjskiego, zgodnie z wytycznymi rządu tybetańskiego na uchodźstwie, który chce, żeby wygnańcy pamiętali, że ich celem jest powrót do wolnego Tybetu.
Stowarzyszenie Kobiet Tybetańskich walczy o niepodległość Tybetu metodami pokojowymi (zgodnymi z naukami buddyzmu) oraz opiekuje się około 120-tysiczną społecznością tybetańską na uchodźstwie Stowarzyszenie zbiera świadectwa kobiet, które uciekły z Tybetu, informuje świat o sytuacji Tybetanek pod chińską okupacją, organizuje pokojowe akcje protestacyjne wszędzie tam, gdzie znajdują się jego oddziały (ostatnio między innymi przeciw organizowaniu EXPO i olimpiady w Chinach), uczestniczy w konferencjach poświęconych sprawom kobiet ze strony organizacji pozarządowych (W czasie IV konferencji ONZ w Pekinie w 1995 roku członkinie Stowarzyszenia, którym władze chińskie odmówiły prawa uczestniczenia na forum organizacji pozarządowych, wzięły w nim udział tylko dziki pomocy innych stowarzyszeń kobiecych, które wciągnęły je na swoje listy uczestniczek. Obecność Tybetanek z zagranicy zmusiła ChRL do włączenia Tybetanek z TRA do delegacji chińskiej.)
Drugim polem działania Stowarzyszenia Kobiet Tybetańskich jest zajmowanie się diasporą tybetańską Dolma dostrzega zagrożenie, jakie dla kultury i tożsamości stosunkowo niewielkiej liczby Tybetańczyków na uchodźstwie stanowi nacisk innej kulturowo większości, niezależnie od tego, czy jest to społeczeństwo indyjskie czy na przykład amerykańskie. Szczególnie młodzi podatni są na takie wpływy. Na przedstawieniu charytatywnym, które odbyło się we wrześniu 2002 roku w Tybetańskim Centrum Kultury i Sztuki w - Małej Lhasie , większość prezentowanych przez młodych wykonawców piosenek i tańców pochodziła albo z bardzo popularnych indyjskich filmów, albo z zachodnich list przebojów. Stowarzyszenie Kobiet Tybetańskich zajmuje się więc również promowaniem tradycyjnej kultury tybetańskiej, a jego uczestniczki postrzegaj się jako strażniczki tradycji narodu na wygnaniu. Dla kobiet Stowarzyszenie organizuje grupy samopomocowe, akcje promujące zdrowie i higienę (na przykład spotkania z lekarzami), opiekę nad starszymi i samotnymi, a także szkolenia dla świeżo przybyłych Tybetanek (kursy angielskiego czy szycia).
Dolm niepokoją pewne zjawiska dające się zaobserwować wśród społeczności Tybetańczyków na uchodźstwie, między innymi zagrożenie uzależnieniami, które dla mojej rozmówczyni są rezultatem porzucenia tradycyjnego stylu życia, emigracji, często nieumiejętności odnalezienia się w nowej rzeczywistości (np. frustracja spowodowana brakiem pracy). Na początku naszej rozmowy Dolma zaznaczyła, że ona i wszystkie kobiety skupione w Stowarzyszeniu nie są feministkami, ponieważ nie zajmuja się zagadnieniami przemocy w rodzinie (sic! czyżby kobiety tybetańskie postrzegały tak zachodni ruch feministyczny?). Według Dolmy społeczeństwo tybetańskie jest tradycyjnie społeczeństwem równym (zgodnie z naukami buddyzmu), kobiety nie muszą więc o tą równość walczyć. Niestety, w diasporze zdarzają się pojedyncze przypadki przemocy w rodzinie i działaczki Stowarzyszenia starają się pomagać przez rozmowy z członkami rodziny i przekonywanie, że są to zachowania sprzeczne z naukami buddyzmu. Dolma przypuszcza, że być może po zdobyciu autonomii przez Tybet (obecnie jej Stowarzyszenie popiera polityk dalajlamy, wbrew innym organizacjom pozarządowym, które chcą dążyć do niepodległości), profil działania Stowarzyszenia zmieni się i poświeci się ono sprawom rodziny. Moja rozmówczyni nie potrafiła zrozumie, dlaczego wiele zagranicznych organizacji pozarządowych nie chce współpracować ze Stowarzyszeniem, uważając je za organizację polityczną Zaangażowanie w walkę o uwolnienie Tybetu spod chińskiej okupacji jest dla Dolmy sprawą oczywistą i kobiety, które poprowadziły w Lhasie powstanie przeciwko Chińczykom, mają prawo i obowiązek utrzymywania takiej politycznej aktywności.
Czy Dolma powróci kiedyś do wolnego lub autonomicznego Tybetu?
Tybetanki w podzielonym społeczeństwie
Społeczeństwo doświadczające obcej okupacji żyje w skrajnych warunkach politycznej, ekonomicznej i kulturowej dyskryminacji. Kobiety padają jej ofiarami na równi z mężczyznami, poza sferą seksualności, gdzie prześladowania te dotykają bardziej kobiety niż mężczyzn Niektóre problemy Tybetanek są takie same, jak problemy innych kobiet (molestowanie, problemy z zatrudnieniem, przemoc w rodzinie), inne jak na przykład przymusowa kontrola urodzin uderzające w podstawowe prawo kobiety do rozrodczości, są charakterystyczne dla restrykcyjnej polityki planowania rodziny wprowadzanej przez rząd chiński. Jej ofiarami padają również Chinki, ale w przypadku Tybetanek i kobiet z innych mniejszości etnicznych wprowadzanie ścisłych limitów narodzin, stosowanie przymusowych aborcji i sterylizacji stanowi zagrożenie dla liczebności tych populacji wobec stale rosnącej chińskiej większości Dlatego część Tybetanek żyjących pod okupacją, jak i na emigracji przyjmuje szczególną rolę pokojowych bojowniczek o niepodległość czy strażniczek tradycyjnego stylu życia.
tekst: Monika Browarczyk
absolwentka indologii na Uniwersytecie Warszawskim i socjologii na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim. Pracuje jako wykładowca w katedrze orientalistyki na UAM w Poznaniu.
|